W
skrzynce na listy znalazłam ulotkę zachęcającą do udziału w kursie tańców
Latino solo, i w ogóle do zrobienia czegoś miłego dla siebie. Był podany kontakt mailowy, więc wysłałam
liścik z zapytaniem, czy 40 plus, wskazujące na przedział wiekowy pań, do których
adresowana jest oferta, należy
rozumieć szeroko, bez górnych granic.
Odpowiedź była pomyślna, więc poszłam na pierwsze zajęcia, potem na drugie. Na początku
ćwiczyłyśmy we dwie, Ela, pomysłodawczyni i organizatorka kursu, i ja. Potem
dołączyły kolejne panie, a właściwie dziewczyny, bo tak Ela o nas mówiła. Serdeczność Eli, życzliwość, zainteresowanie
każdą zjawiająca się na zajęciach osobą były niezwykłe. Jej dom przy
Wadowickiej, w którym prowadziła firmę i urządziła rozwijające się prężnie Studio Choszczówka. Joga & Fitness,
był domem otwartym, w przenośni i dosłownie. Bywało tak, że drzwi się nie
zamykały, bo wciąż ktoś przybywał, więc Ela ich po prostu nie zamykała.
