Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Choszczówka. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Choszczówka. Pokaż wszystkie posty

piątek, 22 września 2023

72 lata Choszczówki w Warszawie i 72 lata Warszawy na Choszczówce




To było kilka lata temu. Powrót do domu. SKM. Odliczanie kolejnych przystanków. Praga, Toruńska, Żerań. Gdzieś w okolicy stacji Płudy wyczerpała mi się bateria w mojej MP-trójce. I siłą rzeczy uszy, nawykłe do słuchania, zaczęły podsłuchiwać współpasażerów. 

czwartek, 6 maja 2021

O BOBRZE WĘDROWNIKU

 


Gdyby nie ten bóbr wędrujący wczoraj późnym wieczorem wzdłuż torów przez Choszczówkę, kąpiący się w kałuży przy Piwoniowej, to bym pewnie tego wszystkiego nie wiedziała. Ciekawa jestem, kto jeszcze, drodzy Sąsiedzi, spotkał go na swej drodze. Bóbr szedł w kierunku centrum. Może na Żerań, a może chciał ulicą Mehoffera dotrzeć do Wisły.

Martwiąc się losem tego świeżo poznanego bobra - wędrownika zaczęłam szperać w Internecie i dowiedziałam się, że całkiem niedawno Arkadiusz Siembida, regionalny dyrektor ochrony środowiska w Warszawie wydal zarządzenie zezwalające na „(…) czynności podlegające zakazom w stosunku do bobra europejskiego (Castor fiber), zwanego dalej »bobrem«, w zakresie obejmującym umyślne płoszenie, umyślne niepokojenie, umyślne zabijanie oraz przetrzymywanie, posiadanie, zbywanie, oferowanie do sprzedaży, wymianę, darowiznę, wywożenie poza granicę państwa okazów zabitych osobników”.

Zarządzenie, przyznacie, brzmi karkołomnie. Zezwala się na robienie tego, co tak naprawdę podlega zakazowi. Ale niezależnie od tego, jak to brzmi, oznacza, że wydano zgodę na odstrzał bobrów, konkretnie 1465 bobrów. Tu, u nas, na Mazowszu. Myśliwi mają na to trzy lata i mogą to robić w miejscach, w których bobry czynią znaczące szkody.

Postanowiłam poczytać o tych szkodach. Degradacja pastwisk. Niszczenie, a konkretnie zgryzanie zadrzewień. Deformacja koryt rzecznych. Mój bóbr - wędrownik też pewnie ma co nieco na sumieniu, ale czy to powód, by go unicestwić? Tak sobie ufnie wędrował. I na dodatek całkiem dobrze mu z oczu patrzyło. Zresztą, jak przekonuje Stowarzyszenie Nasz Bóbr, bobry są pożyteczne, bo tworzą nowe wilgotne siedliska i małe zbiorniki retencyjne.  Są naszymi sojusznikami w walce z suszą. Czy nie lepiej byłoby je zatem gdzieś przenieść zamiast zabijać? Podobno się nie da, bo przenoszenie jest mało skuteczne, za to bardzo kosztowne.

Mój znajomy bóbr, na szczęście, o tym nie wie. I wędruje wytrwale, szukając miejsca na udane życie.

wtorek, 2 lutego 2021

NASZA PERŁA

 


Prawdziwa perła, czyli Kaplica pw. Jasnogórskiej Matki Kościoła przy Świerkowej. U nas w Choszczówce. Może to, o czym za chwilę napiszę, wiedzieliście od dawna? A może jednak nie? 

Zaczęło się w 1969 roku. Kuria Warszawska zakupiła, w tym jakże atrakcyjnym lesistym terenie, dom  z ogrodem. Chodziło o stworzenie miejsca, w którym mógłby odpoczywać i pracować Kardynał Stefan Wyszyński. Początkowo i kaplica, i pokój Prymasa, mieściły się w zakupionym domu, odpowiednio rzecz jasna zmodernizowanym. Ale już w 1973 roku kaplicę przeniesiono do sprowadzonej z Kurpiów drewnianej chaty.  Chatę ustawiono na dość wysokiej podmurówce, a otaczającą ją od strony drogi ni to werandę, ni to balkon, zaprojektował sam Kardynała. I tak powstał piękny kościółek.

Bywali w tym miejscu znamienici goście, a wśród nich Kardynał Karol Wojtyła. Podobno właśnie w Choszczówce spędził ostatni dzień przed wyjazdem do Rzymu na konklawe, na którym został wybrany papieżem.

Według Skarbca Mazowieckiego, Kardynał Wyszyński odwiedził Choszczówkę po raz ostatni 25 marca 1981 r., na dwa miesiące przed śmiercią*.

 

 Źródło: 

http://skarbiecmazowiecki.pl/obiekty/kaplica-pw-jasnogorskiej-matki-kosciola-legionowski-warszawa-swierkowa-4-19,1.html

 

                                                                               Obraz polskaniezwykla.pl 

 



sobota, 30 stycznia 2021

DOBROCZYNNE DZIAŁANIE ŚNIEGU

 


Ileż to razy zachwycałam się pięknem naszej Choszczówki. Ileż to razy zachwycali się nim znajomi składający nam wizyty i to w różnych porach roku Miałam sąsiadkę, która za każdym razem, witając się ze mną na naszym wspólnym podwórku, powtarzała jak mantrę: Jaka jestem szczęśliwa, że tu mieszkam. Tu jest cudownie.

Ja natomiast po pierwszej fali zachwytu, swoją drogą kilkuletniej, czyli długoterminowej, zaczęłam dostrzegać mankamenty. I to wcale nie na zasadzie szukania dziury w całym. Wcale się nie czepiałam i nie czepiam. Już bardziej na zasadzie habituacji, procesu polegającego na stopniowym zanikaniu reakcji na powtarzający się, a przy tym niezmienny bodziec. Przestałam zauważać  to, co piękne; a moją uwagę zaczęły przyciągać niedoskonałości otoczenia, a jeszcze bardziej oznaki jego brzydoty. I już mi się tak wszystko w naszej Choszczówce nie podobało.

I nagle spadł śnieg. I znowu zrobiło się pięknie. Zardzewiałe siatki zaczęły mienić się złotawą miedzią. Połamane płoty stały się pięknymi naturalnymi rzeźbami, podniszczone chodniki białymi alejami. Dachy wymagające renowacji, pod śnieżną pierzynką ukryte, renowacji wymagać przestały. A mój trawnik, który z roku na rok coraz bardziej zaczął przypominać klepisko, stał się przepięknym śnieżnym poletkiem.

I tylko jedna myśl zakłóca mi  rozkoszowanie się białą Choszczówką: Jak wiosną ukryć to, co teraz śnieg pracowicie ukrywa?

I na koniec, wyszukane w necie myśli Dawida Rosenbauma, które calym sercem podzielam:

„Szczerze współczuję tym, którzy twierdzą, że śnieg nie ma zapachu ani smaku. Biedni są ci, dla których biały puch pokrywający świat to po prostu zmarznięta woda. Żal mi wszystkich, którym zima kojarzy się tylko z przymusem noszenia ciepłych ubrań i odśnieżaniem szyb samochodowych przed wyjazdem do pracy. Bo przecież zima to… bajka”.


                                                                        Obraz Gerhard G. z Pixabay 

poniedziałek, 4 stycznia 2021

Smog nad Choszczówką?


Pisałam o smogu trzy lata temu. W Święto Trzech Króli. Czy coś się zmieniło? Oprócz, rzecz to oczywista, braku śniegu i wszechobecnego covida? 

Samochodów z zapowiadanymi wówczas przewoźnymi urządzeniami pomiarowymi jakoś przez ten czas na Choszczówce nie widziałam. Przybyła za to ustawa regulująca m.in. kwestie kominkowe na przedmieściach. Czy coś zmieniła? 

Aplikacja Kanarek* informuje, że powietrze na Choszczówce bardzo różne bywa. Dziś nie jest najgorsze, ale też nie najlepsze. Pyłów zawieszonych bardzo dużo. Kolor pomarańczowy w aplikacji razi w oczy.

A teraz już sięgam do archiwum. I zapraszam do styczniowej przypominajki.

piątek, 18 grudnia 2020

ŚWIĄTECZNA GOSPODA

 


To byłoby już moje piąte sąsiedzkie kolędowanie w Świątecznej Gospodzie Stelmachów. Niestety, czasy nastały trudne, pandemiczne. Nie da się spotkać w świecie realnym, spróbuję w tym magicznym, wyobrażonym.

czwartek, 17 grudnia 2020

NASZA JEST NAJWIĘKSZA

 


Nie jedyna ta nasza Choszczówka. Za to największa.  Oprócz naszej, byłej już wsi, mamy trzy wsie o tej samej nazwie: Choszczówkę Dębską z 96 mieszkańcami (stan na 2019 rok), Choszczówkę Rudzką ze 135 mieszkańcami i Choszczówkę Stojecką, największą, bo zamieszkałą przez 321 obywateli. Wszystkie te Choszczówki leżą w powiecie mińskim, w gminie Dębe Wielkie.

Alec Guinness powiedział kiedyś, że marzeniem współczesnego człowieka jest przenieść się ze wsi do miasta po to, by później móc przesiedlić się z miasta na wieś. Nas w warszawskiej Choszczówce to nie dotyczy, mamy na miejscu i wieś, i miasto.

poniedziałek, 14 grudnia 2020

UWAGA! TO NIE REKLAMA! TO CHĘĆ GROMADNEGO ŚWIĘTOWANIA

 

Pamiętam je z dzieciństwa. Stały obok lodowiska. Jako ta niejeżdżąca na łyżwach, a jedynie towarzysząca tym jeżdżącym, trzymałam się w bliskości koksowników. Dawały nie tylko ciepło, ale i światło, co ważne, bo lodowisko nie było oświetlone. I może dlatego nawet teraz, po latach, mile je wspominam.

Nie wszyscy, trzeba przyznać, podzielają te moje odczucia. Ciocia Wikipedia pośrednio to wyjaśnia: „Koksiak (inaczej koksownik) – przenośne palenisko w postaci stalowego kosza do spalania koksu, służące do ogrzania się na wolnym powietrzu. Znane ze stosowania podczas stanu wojennego w Polsce (1981–1983) przez żołnierzy i milicjantów do ogrzewania się w mrozy na posterunkach ulicznych”.  

JULA - znacie? Taki sobie sklep wielobranżowy. Sieciowy. Z tych wielkich. I przyjezdnych. Jula przybyła ze Szwecji i wie, co to zima. Może dlatego kusi „koksiakową” ofertą*.

Mąż właśnie doniósł, że w JULI można kupić koksownik. Na dodatek niedrogo. I moja wyobraźnie zaczęła intensywnie pracować. 

Sylwester. Na podwórku, a może w ogródku, stoi koksownik. Rozpalony jeszcze przed północą. Ciepło ubrani domownicy, wyposażeni w lśniące brokatem maseczki, wylegają przed dom. W stosownej odległości stoją lśniący sylwestrowo, również zamaskowani sąsiedzi (trzeba będzie na słowo uwierzyć, że to oni). Wymieniamy życzenia. Grzejemy dłonie. Patrzymy w niebo szepcząc przemyślane noworoczne życzenia. Gorzej z toastami, no bo te maseczki to ewidentna przeszkoda. Trzeba by  popracować nad rozwiązaniem tej niedogodności.  

No i jeszcze jedno? Skąd wziąć koks?

*koksiak (inaczej: koksownik)

środa, 4 listopada 2020

CHANDRA DOPADA CZŁOWIEKA NAWET NA CHOSZCZÓWCE

 


Covidowa chandra. A może jednak jesienna? Pewnie jesienno-covidowa. Dopadła mnie ta okropna bestia. Okrutna, bezwzględna. Liście spadają z drzew. Kiedyś wydawało mi się to wspaniałym widowiskiem. Feeria kolorów i kształtów. Dzisiaj te opadające liście smutne mi się jakieś wydają. Wszystko przemija. Wiosna, lato. Dzieciństwo, młodość. Zdrowie, uroda. Nadzieja na pokój na świecie. Na to, że ludzie w końcu zmądrzeją.

Nie ma co liczyć na jakiekolwiek typowe dla naszych choszczówkowskich jesieni atrakcji. Scena Przystanku Choszczówka ogłosiła lockdown. Dziki Zakątek nie zaprosi nas w najbliższym czasie pod swój dach. Na razie przyjmuje rezerwacje na przyjęcia komunijne Anno Domini 2021. Z zastrzeżeniem, że 15.05 to termin niedostępny. Listopadowej oferty na wynos - na facebookowej stronie póki co brak. I jak tu wspierać bliską sercu i ciału zagrożoną lokalną gastronomię.

Ptaki odlatują. Ludzie odchodzą. W TV nieustannie coraz bardziej przerażające raporty o coronavirusie. Swoistym przerywnikiem stają się doniesienia o zbrodniach, o przestępstwach. W polityce ponuro. Na ulicach tudzież. No i te maseczki. co prawda zmarszczek nie widać, ale oddychać trudno.

Przemieszczamy się coraz bardziej anonimowo. Za to bezpiecznie i altruistycznie, bo nie tylko siebie, ale i innych chronimy.

W lasach urodzaj grzybów. Tych trujących również. Woda w kranie jakaś żółtawa.  Koronawirus triumfuje. Coraz więcej zachorowań. Coraz więcej ofiar. O 14.00 Premier obwieści nowe obostrzenia. Chandra absolutna. A tu, na przekór temu wszystkiemu, a może dzięki temu wszystkiemu, chce się żyć. Kompletny absurd. 

Zdrowia wszystkim życzę i idę na spacer do lasu.


Obraz Alexandra_Koch z Pixabay 

niedziela, 27 września 2020

ŚNIADANIÓWKA SKĄPANA W DESZCZU


 Niestety padało i padać nie przestawało. Sąsiad wieścił od rana:

- Pewnie odwołali. Sprawdź na fejsie. Na pewno odwołane.

Taki nowoczesny, na fejsie. Niech sobie sam sprawdzi, bo ja sprawdzać nie zamierzam.

Byłam pewna, że Choszczówka się nie podda. Gorzej i trudniej bywało. Byle deszcz organizatorów tak starannie zaplanowanej imprezy sąsiedzkiej nie pokona. Parasol, kalosze, peleryna – rekwizyty niezbędne. Gotówka w kieszeni też.

No i miałam rację. Kramy były, a w nich: ciasta rozmaite, wędliny smakowite, itp, czyli coś dla ciała. A obok: ceramika przepiękna, obrazki wielkiej urody, wyroby z drewna,  maskotki i zabawki, czapki i rękawiczki, biżuteria – czyli coś dla ciała i ducha. Pchli targ też się odmeldował.

Wszystko obejrzeliśmy. Pogawędziliśmy ze znajomymi. W stoisku Argani – Natura i Zdrowie zakupiliśmy witaminki. U dziewczynki z magnesikami i broszkami- śliczną truskaweczkę. W Szerdelkach – półmisek wędlin, z małosolnym jako dodatkiem. U takiej jednej pani - śliczne rękawiczki. I jeszcze kupiliśmy dużo dużo ciasta, również tego w wydaniu wegańskim. Obejrzeliśmy prace Anny Bełz. Odwiedziliśmy stoisko AnFru. I, co bardzo ważne, nabyliśmy książeczkę o Kubusiu Puchatku. Za złotówkę nabyliśmy.

Wszystko to, niestety, w wynikającym z deszczowej aury pośpiechu. Bez smakowania chwili. Bez smakowania również w sensie dosłownym, bo konsumpcja zakupionych specjałów odbyła się dopiero w domowym zaciszu.

I dlatego, wierzę, że to nie ostatnie takie spotkanie, że przed nami jeszcze niejedna ŚNIADANIÓWKA, a zainteresowanie nią będzie wśród mieszkańców Choszczówki rosło. Ci z nas, którzy, mimo deszczu, wpadli dzisiaj na ŚNIADANIÓWKĘ CHOSZCZÓWKĘ, już wiedzą, że było warto i będą, mam nadzieję, jej ambasadorami.    


Obraz Jill Wellington z Pixabay 

niedziela, 6 września 2020

PORA WRACAĆ

 


Koniec lata tuż, tuż. Czmychnęłam ze stołecznego miasta Warszawy na początku lipca.  Skutecznie czmychnęłam, bo mimo września i rychłego końca lata, ciągle jeszcze jestem na wakacjach. Daleko od stołeczności. I od Choszczówki niestety też. I trochę wyrzutów sumienia zaczynam odczuwać. Bo oto, jak wieść facebookowa niesie, Przystanek Choszczówka startuje i to nie byle jakim koncertem, tylko takim, na którym chciałabym być. Ba, powinnam być.  A nie będę, bo przecież wybrałam długie wakacje.

Basia Stelmach też nie odpuszcza i szeroko drzwi swojej wspaniałej Galerii otwiera. I wabi szansą na rzemiosła artystycznego uprawianie. I chciałabym, ba powinnam, wpaść na Łazanowicką. Ale przecież wciąż w Choszczówce mnie nie ma. Mimo września i końca lata.

Za chwilę ukaże się jesienny numer Naszej Choszczówki. A ja w jego wydaniu nie mam najmniejszej nawet zasługi. Ale o czym tu pisać, jak człowiek nieobecny. Pora wracać. Niech no tylko bociany ostatecznie odlecą, to i ja opuszczę Mazury.  

Obraz agape-31-73 z Pixabay 

piątek, 26 czerwca 2020

ŻEGNAJ WIOSNO NA ROK


Gorąca letnia aura. Wszyscy nieco ospali. Zza parkanów dolatują typowe dla Choszczówki odgłosy życia. Prym wiodą kosiarki informujące, że co, jak co, ale trawa pandemii się nie poddaje. Wciąż rośnie. Podlewania jakby nieco mniej. W każdym razie nie słychać. Za to ja, z każdą miską wody, wypełnioną w czasie płukania naczyń, owoców, czy warzyw, czy też w czasie ekologicznego zmywania, biegam do ogródka i podlewam, co się da. 

poniedziałek, 20 kwietnia 2020

WIELKIE OTWARCIE


Od dziś drzwi lasu znów stoją otworem. Nie jakiegoś tam lasu odległego, ale naszego. Za Chlubną się rozciągającego, ze 150-letnimi drzewami. Oczywiście gdzieniegdzie rosnącymi*.

Lasy otwarte. Wstęgę przecięto pewnie wczesnym rankiem. W uroczystości niestety nie uczestniczyłam, ponieważ na spacer, z uwagi na pracę (zdalną, a jakże) wybrałam się dopiero koło 12.00.

piątek, 10 kwietnia 2020

ŚWIĄT ZDROWYCH I DOBRYCH WSZYSTKIM ŻYCZĘ


Wiersz Krystyny Królikowskiej – Waś, 

wiersz specjalny, bo niemal na zamówienie napisany 


Już środek prawie jest nocy.
Jestem senna, oczy mi się kleją.
Obiecałam wiersz o Wielkanocy.
Czy się uda? Mam taką nadzieję.

Bo Wielkanoc w tym roku nietypowa.
Każdy w swoim świętuje ją domu.
Tam się może przed wirusem wrażym schować
i sam sobie tak może dziś pomóc.

Puste place, rynki, ulice,
puste wszystkie, duże, małe kościoły
i w Krakowie puste są Sukiennice,
restauracje, parki, lasy, puste szkoły.

To, doprawdy, dla wielu niepojęte,
że pokarmu w kościele nie poświęcą,
bo, jak Polska szeroka i długa,
dziś święcenie to...samoobsługa.

Takie święta to smutne święta,
nie pasuje teraz do nich, bo i skąd,
wielka radość tradycją przesiąknięta.
Mimo wszystko WESOŁYCH ŚWIĄT.



Obraz annca z Pixabay 

czwartek, 9 kwietnia 2020

CHOSZCZÓWKA W CZASACH NIEŁATWYCH



Puste pociągi mijają naszą stacyjkę. Puste autobusy odjeżdżają z Raciborskiej. Dziwnie wszędzie. Groźnie wszędzie.

czwartek, 2 kwietnia 2020

PRYWATNYM ŻŁOBKOM I PRZEDSZKOLOM NA ODSIECZ



Choszczówka żłobkami i przedszkolami stoi. Prywatnymi. Wiem, co prawda z drugiej ręki, że to dobre placówki. Nie wiem, czy są, czy też nie są dofinansowywane przez miasto. Nie wiem, jak poradzą sobie w najbliższym czasie i czy w ogóle sobie poradzą.

piątek, 13 marca 2020

SPACEROWAĆ CZY NIE SPACEROWAĆ?



Siedzieć w domu. Unikać tłumów. W ogóle unikać bliźniego swego, bo nigdy nie masz pewności, czy nie zakaszle w twoim kierunku, a koronawirus tylko na to czeka.

wtorek, 10 marca 2020

LARUM



Larum – Panie i Panowie. Nasz las zagrożony. A wszystko dlatego, że powstał plan wybudowania dodatkowej linii kolejowej łączącej Warszawę z Olsztynem, biegnącej przez las Jabłonowski.  To element większego projektu, czyli Strategicznego Studium Lokalizacyjnego Inwestycji Centralnego Portu Komunikacyjnego. Trasa przez nasz las to jeden z wielu planowanych korytarzy.  

czwartek, 27 lutego 2020

STREFA WOLNA OD PLOTEK



Mało plotkarska ta nasza okolica. Dzieje się, coś w trawie, tj. w błocie, piszczy, a tu nie wiadomo co. Żadnych plotek.

sobota, 23 listopada 2019

MNIE SIĘ PODOBA



Zawsze myślałam, że przejście podziemne między peronami, na naszej stacyjce Warszawa - Choszczówka, to idealne miejsce na ambitne graffiti.